 |
|
 |
TAKTYKA BOX |
 |
 |
POLECANE |
 |
 |
Kamery cyfrowe Internetowy e-sklep maximedia, w ofercie kamery cyfrowe dvd minidv oraz z twardym dyskiem. Pralki Pralki amica whirlpool bosch siemens candy promocje Lodówki Strefa niskich cen lodówki w e-sklepie. Telewizory Lcd E-sklep telewizory lcd sony panasonic lg samsung. Zmywarki Zmywarki w sklepie internetowym maximedia |
 |
|
|
 |
|
 |
 |
Taktyka wilczych stad |
 |
 |
TAKTYKA |
 |
| W drugiej połowie 1942 r. dowództwo niemieckie zaczęło więc stosować typową taktykę "wilczych stad". Okręty podwodne działały
w dwóch grupach rozpoznawczej i uderzeniowej. Liczba ich w grupach zależała od rejonu działań, a także od składu konwoju. Przeważnie liczba okrętów w grupie
rozpoznawczej była o 40-45% mniejsza niż w grupie uderzeniowej. Obie grupy zajmowały pozycje na przypuszczalnej drodze konwoju. Na przedzie, naprzeciw
konwoju, rozciągała się grupa rozpoznawcza, a w odległości 50-100 mil od niej grupa uderzeniowa. Odległość między okrętami podwodnymi w grupie rozpoznawczej
wynosiła 30-40 mil, a w uderzeniowej 15-20 mil. Zadaniem grupy rozpoznawczej było wykrycie konwoju i naprowadzenie na niego grupy uderzeniowej ta ostatnia zaś
atakowała konwój podobnie jak przy naprowadzaniu przez samoloty rozpoznawcze. Szerokość zasłony wynosiła około 300-360 mil, w zależności od liczby okrętów
podwodnych w grupie. Jeżeli grupa rozpoznawcza wykryła konwój we właściwym czasie, przynajmniej trzecia część lub połowa okrętów podwodnych grupy uderzeniowej
miała szansę wyjść na kurs przeciwnika. Manewrowanie okrętów podwodnych do momentu wzrokowego wykrycia konwoju prowadzono w położeniu nawodnym.
Ponieważ okręty rozpoznawcze mogły przez dłuższy czas iść za konwojem i przekazywać o nim meldunki, działalność grup
uderzeniowych stała się teraz intensywniejsza. Konwoje atakowane były niejednokrotnie 5-7 dni z rzędu przez jedną i tę samą
grupę uderzeniową okrętów podwodnych. Flota sprzymierzonych ponosiła duże straty, a tak zwana bitwa o Atlantyk stała się
ważnym ogniwem w ogólnym przebiegu zmagań. Od maja 1941 r. aktywność okrętów podwodnych na Atlantyku zmalała, ponieważ
zmniejszyła się ich liczba. Zmniejszyła się także liczba samolotów rozpoznawczych, współdziałających z okrętami podwodnymi.
Przyczyną tego było przygotowanie napaści na Związek Radziecki, a w związku z tym skierowanie części okrętów podwodnych i
lotnictwa do działań na froncie wschodnim. W dniu l czerwca Niemcy posiadali w linii 158 okrętów podwodnych, z których na
Atlantyku działało jedynie około 18-20 jednostek. Jest oczywiste, że zmniejszenie liczby okrętów musiało pociągnąć za sobą
zmniejszenie zadawanych przez nie strat (na przykład z 325 500 BRT w maju do 94 200 BRT w lipcu). W drugiej połowie 1941 r.
stan ten nie uległ większym zmianom, chociaż dowództwo niemieckie zorganizowało kilka operacji przeciwkonwojowych, w których
uczestniczyło 10-15 jednostek. Jedną z takich operacji wykonała w dniach 9-14 września, w rejonie położonym o 200 mil na
południe od Grenlandii, grupa złożona z 12 okrętów podwodnych. Konwój, złożony z 64 transportowców i 6 okrętów eskorty,
szedł w ugrupowaniu dwunastu kolumn w kierunku wschodnim, ze Stanów Zjednoczonych do Anglii. Prędkość jego wynosiła około
7 węzłów. 8 września wieczorem konwój został powiadomiony o wykryciu na jego kursie okrętów podwodnych przeciwnika, szybko
więc zmienił kurs na północny w celu ich obejścia. O świcie 9 września okręt podwodny znajdujący się na prawym skrzydle
zasłony (okręty podwodne posuwały się szykiem czołowym w kierunku południowo-zachodnim, utrzymując między sobą odległość
12-15 mil) wykrył konwój i zameldował o nim do sztabu dowództwa floty podwodnej grupy "West" we Francji, a ten z kolei
powiadomił pozostałe okręty grupy. Okręty podwodne zmieniły kurs w kierunku konwoju, a mając dwukrotnie większą prędkość
w porównaniu z konwojem, zaczęły szybko zbliżać się do niego. O godz. 10.00 dwa okręty podwodne wykonały pierwsze ataki
z położenia podwodnego. Jeden z nich w momencie wystrzeliwania torped został wykryty i zaatakowany, ale nieskutecznie.
Pozostałe okręty podwodne zaniechały przeprowadzania ataków podczas dnia, nie tracąc jednak kontaktu z konwojem. Ataki
rozpoczęły się z nastaniem ciemności. O godz. 21.00 jeden z okrętów podwodnych wykonał atak na końcowy transportowiec w
lewej, skrajnej kolumnie. Statek oświecił okręt podwodny reflektorem, a jeden z niszczycieli rozpoczął kontratak, jednak
bez rezultatu. Okręt skrył się w ciemnościach, nawet się nie zanurzając. Podczas następnych pięciu nocy okręty podwodne
dokonały piętnastu skutecznych ataków torpedowych. Ostatni z nich odbył się już na podejściach do Hebrydów. Niemcy w akcji
tej nie ponieśli żadnych strat, lecz mieli oni ułatwione zadanie z powodu małej prędkości i słabego ubezpieczenia konwoju.
Poważnym krokiem w zwiększeniu efektywności angielskiej obrony przeciw okrętom podwodnym było stworzenie dozorów lotniczych
na prawdopodobnych drogach przejścia niemieckich okrętów podwodnych. Dozory takie zorganizowano od maja 1941 r. w rejonie
Zatoki Biskajskiej i Szetlandów. Choć w ciągu całego roku, to jest do maja 1942 r., nie zatopiły one ani jednego okrętu
podwodnego, jednak poważnie utrudniały im działalność, zmuszając do przebywania patrolowych rejonów w zanurzeniu. W tym też
czasie (w czerwcu 1941 r.) wszedł do służby pierwszy brytyjski lotniskowiec eskortowy. W końcu 1941 r. pojedyncze
niemieckie okręty podwodne rozpoczęły działalność na przybrzeżnych liniach komunikacyjnych Ameryki Północnej, a po
przystąpieniu do wojny Stanów Zjednoczonych zaczęły topić statki amerykańskie. Flota amerykańska, słabo przygotowana do
obrony przeciwpodwodnej, nie mogła im stawić zdecydowanego oporu, w związku z czym działalność ich w okresie od stycznia
do lipca 1942 r. uwieńczona została poważnymi sukcesami. Straty w tonażu sojuszniczym, ponoszone u wybrzeży Ameryki, stale
wzrastały. W grudniu 1941 r. wynosiły one 124 070 BRT, a w czerwcu 1942 r. osiągnęły liczbę 700 235 BRT. Były to liczby
stosunkowo duże, zwłaszcza jeśli uwzględni się, że w rejonie tym działało około 20-25 okrętów podwodnych oraz że działalność
ich nie odznaczała się nowymi metodami. Ataki przeprowadzano w dzień i w nocy, z nawodnego lub z podwodnego położenia. W
kwietniu 1942 r. Amerykanie wprowadzili tak zwane eskortowanie etapami w rejonie własnych wybrzeży. W tym celu zaniechali
wysyłania pojedynczych statków, lecz łączyli je w konwoje osłaniane przez eskortowce.Konwoje przebywały trasę jedynie
podczas dnia, na noc zaś zachodziły do portów lub też miejsc chronionych sieciami i zagrodami minowymi. System ten, dość
prymitywny, nie dał dużych rezultatów. Niemieckie okręty podwodne nadal zbierały obfite żniwo. Sytuacja taka trwała do
sierpnia 1942 r. Od tego zaś miesiąca niemieckie okręty podwodne przeniosły się na Środkowy Atlantyk, gdyż przy wybrzeżach
nie mogły już działać ze względu na silne przeciwdziałanie floty amerykańskiej. Latem 1942 r. Stany Zjednoczone i Anglia
podzieliły między siebie strefy odpowiedzialności za bezpieczeństwo konwojów atlantyckich. W zachodniej strefie Atlantyku
(na zachód od południka 52 stopnie W) działało osiem zespołów eskortowych utworzonych z okrętów angielskich, kanadyjskich i
amerykańskich oraz lotnictwo amerykańskie bazujące na wybrzeżach Stanów Zjednoczonych, Kanady i Nowej Fundlandii. W środkowej
strefie oceanu, położonej między południkami 52 stopni i 22 W, działało dwanaście zespołów eskortowych oraz lotnictwo
startujące z Islandii i Nowej Fund-landii. Wschodnia strefa atlantycka rozciągała się na wschód od południka 22° W i za
bezpieczeństwo w niej odpowiadały angielskie siły morskie. We wrześniu 1942 r.admiralicja brytyjska utworzyła pierwszą grupę
poszukująco-uderzeniową, złożoną z niszczyciela i 8 eskortowców, a przeznaczoną nie do eskortowania konwojów, lecz do
poszukiwania i niszczenia okrętów podwodnych przeciwnika w najbardziej zagrożonych rejonach. Grupę tę na miejsce przebywania
okrętów podwodnych naprowadzały samoloty. W następnych miesiącach liczba takich grup stale wzrastała, a w skład ich włączono
także lotniskowce eskortowe. W takiej sytuacji dla niemieckich okrętów podwodnych względnie bezpieczny pozostał jedynie
środkowy rejon Atlantyku, gdyż konwoje nie posiadały tam wystarczającej osłony z powietrza. Działania na ogromnych obszarach
oceanicznych wymagały jednak nowych metod. Zastosowanie ich stało się możliwe dzięki zwiększeniu liczby okrętów podwodnych i
udoskonaleniu ich właściwości taktyczno-technicznych. W dniu l lipca 1942 r. Niemcy dysponowali w linii 334 okrętami podwodnymi,
w końcu grudnia zaś 393 jednostkami zdolnymi do działań, średnio na morzu mogło przebywać jednocześnie 85-90 okrętów podwodnych.
Z udoskonaleń technicznych i organizacyjnych należy wymienić zwiększenie prędkości nawodnej, która umożliwiała szybsze
zbliżanie się do konwojów, zwiększenie głębokości zanurzenia, pozwalające na łatwiejsze uchylanie się od kontrataków, oraz
zaopatrywanie w paliwo i torpedy na morzu przez podwodne transportowce, co przedłużało okres działalności okrętów podwodnych.
W drugiej połowie 1942 r. dowództwo niemieckie zaczęło więc stosować typową taktykę "wilczych stad". Okręty podwodne działały
w dwóch grupach, rozpoznawczej i uderzeniowej. Liczba ich w grupach zależała od rejonu działań, a także od składu konwoju.
Przeważnie liczba okrętów w grupie rozpoznawczej była o 40-45% mniejsza niż w grupie uderzeniowej. Obie grupy zajmowały
pozycje na przypuszczalnej drodze konwoju. Na przedzie, naprzeciw konwoju, rozciągała się grupa rozpoznawcza, a w odległości
50-100 mil od niej grupa uderzeniowa. Odległość między okrętami podwodnymi w grupie rozpoznawczej wynosiła 30-40 mil, a w
uderzeniowej 15-20 mil. Zadaniem grupy rozpoznawczej było wykrycie konwoju i naprowadzenie na niego grupy uderzeniowej,
ta ostatnia zaś atakowała konwój podobnie jak przy naprowadzaniu przez samoloty rozpoznawcze. Szerokość zasłony wynosiła
około 300-360 mil, w zależności od liczby okrętów podwodnych w grupie. Jeżeli grupa rozpoznawcza wykryła konwój we właściwym
czasie, przynajmniej trzecia część lub połowa okrętów podwodnych grupy uderzeniowej
miała szansę wyjść na kurs przeciwnika. Manewrowanie okrętów podwodnych do momentu wzrokowego wykrycia konwoju
prowadzono w położeniu nawodnym. Charakterystycznym przykładem zastosowania omawianej taktyki jest operacja przeciwkonwojowa
przeprowadzona w dniach 18-21 października 1942 r. przez dwie grupy okrętów podwodnych, rozpoznawczą, złożoną z 10-12 jednostek, i
uderzeniową w liczbie 18-20 jednostek. Konwój wykryty został przez "U 133" z grupy rozpoznawczej. Okręt nie zaatakował
konwoju, lecz podążał za nim, systematycznie nadając meldunki. Znając odległość do okrętów podwodnych grupy uderzeniowej, "U
133" około południa przekazał im za pośrednictwem radiostacji brzegowej informacje o pozycji, kursie i prędkości konwoju. Z
nastaniem ciemności 5-6 okrętów podwodnych grupy uderzeniowej zbliżyło się w położeniu nawodnym do konwoju i
rozpoczęło ataki torpedowe, które trwały do świtu. Ataki te zostały powtórzone w ciągu następnych trzech nocy. Konwój stracił sześć
statków. Listopad był bardzo ciężki dla floty sojuszniczej. Straty we flocie handlowej osiągnęły szczytowy poziom, okręty
podwodne zatopiły bowiem 119 transportowców o łącznym tonażu 729 160 BRT. Rok 1942 był w ogóle rekordowy w działalności
niemieckich okrętów podwodnych, w ciągu tego roku zatopiły one 1160 transportowców o łącznym tonażu 6 266 215 BRT. Lecz w miesiącach
szczytowych osiągnięć floty niemieckiej poważnie wzrastały siły sojuszników. W 1942 r. marynarka amerykańska otrzymała 81
niszczycieli, 17 lotniskowców eskortowych i dużą liczbę małych okrętów. Czynnik zaskoczenia i nieprzygotowania flot sojuszniczych
do działań przeciw okrętom podwodnym stopniowo malał, a wraz z tym obrona zaczęła przeradzać się w ofensywę, polegającą
na specjalnym poszukiwaniu grup okrętów podwodnych, niszczeniu ich oraz wykonywaniu uderzeń na bazy. W 1943 r. stosunek sił
jeszcze bardziej przechylił się na korzyść marynarek sojuszniczych. Konwoje osłaniało przeciętnie 10-12 okrętów eskorty
wyposażonych w radary i hydrolokatory. Straty w tonażu sojuszniczym stały się minimalne, gwałtownie zaczęły natomiast
wzrastać straty w niemieckich okrętach podwodnych. W maju 1943 r. angielskie lotnictwo obrony nadbrzeżnej liczyło już 30 eskadr, których
głównym zadaniem była walka z okrętami podwodnymi w Zatoce Biskajskiej. Niemcy nie mogli skutecznie stawić czoła eskadrom
angielskim, samoloty swe wykorzystywali bowiem głównie na łamiącym się froncie wschodnim. Już pierwsze miesiące drugiego
kwartału 1943 r. wskazywały, że Niemcy wojnę podwodną przegrali. Nie zrezygnowali z niej wprawdzie do końca wojny, lecz sukcesy ich
były coraz bardziej nikłe, a straty coraz większe. W 1944 r. do walki z okrętami podwodnymi sojusznicy mieli ponad 300
niszczycieli i około 700 innych okrętów eskortowych (lotniskowce, fregaty i korwety), na wodach przybrzeżnych działało zaś
ponad 2000 różnych jednostek. Na każdy niemiecki okręt podwodny przypadało 7-8 okrętów eskortowych, a jeśliby uwzględnić
tylko okręty podwodne przebywające na morzu, to stosunek ten wzrósłby kilkakrotnie. Straty w niemieckich okrętach podwodnych
stawały się coraz większe. W 1943 r. na jeden zatopiony transportowiec przypadał jeden zatopiony okręt podwodny, natomiast w 1944
r. na jeden transportowiec przypadały dwa zatopione okręty podwodne. W 1945 r. na Oceanie Atlantyckim działało 20 grup
poszukująco-uderzeniowych, a każda z nich składała się z l-2 lotniskowców eskortowych, 2-3 niszczycieli i 3-4 fregat. Tak więc
Niemcy już w 1943 r. przegrały bitwę o Atlantyk. Na wygranie jej przez sojuszników złożyło się wiele czynników, przede
wszystkim mobilizacja większości sił nawodnych, powietrznych, a nawet podwodnych do walki z podwodnym przeciwnikiem.
Trzeba tu wymienić także mobilizację przemysłu okrętowego i pomoc Stanów Zjednoczonych. Na szczególne podkreślenie
zasługują również działania lotnictwa lądowego, które bombardowało stocznie i
powiązane z nimi zakłady przemysłowe, produkujące części do okrętów podwodnych.
Nie można także nie doceniać wpływu osłabienia siły Niemiec na froncie wschodnim. Wpływ ten był bardzo duży, gdyż Niemcy,
chcąc ratować się od klęski, przerzuciły na front wschodni swe główne siły, w tym znaczną część lotnictwa. Alianci
zachodni mieli dzięki temu ułatwione prowadzenie wojny i mogli bez większych przeszkód rozwijać swe budownictwo
okrętowe. W wojnie podwodnej państwa alianckie (bez Związku Radzieckiego) straciły 2828 statków, o ogólnym tonażu ponad 14 687 000
BRT, czyli 68'% ogólnego tonażu floty handlowej zatopionego podczas minionej wojny (5150 statków o tonażu 21 750000
BRT). Większość strat zadanych przez okręty podwodne przypadła na lata 1939-1942. W tym okresie niemieckie okręty podwodne
zatopiły 2177 transportowców o łącznym tonażu około 11 043 283 BRT, co stanowi 51'% ogólnych strat w tonażu sojuszniczym i
neutralnym i 75'% całego tonażu zatopionego przez niemieckie okręty podwodne. Straty niemieckie wyniosły 781 okrętów
podwodnych, z czego bezpośrednio na morzu zniszczono 658 jednostek, w stoczniach i bazach 63, a pozostałe zginęły z nie ustalonych
przyczyn. Mimo bardzo dużych strat poniesionych przez sojuszników po raz drugi wynik wojny podwodnej przesądzony został
na ich korzyść. Niemcy po raz drugi przeliczyli się w ocenie możliwości Anglii i jej sojuszników. |
|
|
 |
|
|
 |