TAKTYKA BOX
Taktyka
Ataki U-bootów
POLECANE
Kamery cyfrowe
Internetowy e-sklep maximedia, w ofercie kamery cyfrowe dvd minidv oraz z twardym dyskiem.
Pralki
Pralki amica whirlpool bosch siemens candy promocje
Lodówki
Strefa niskich cen lodówki w e-sklepie.
Telewizory Lcd
E-sklep telewizory lcd sony panasonic lg samsung.
Zmywarki
Zmywarki w sklepie internetowym maximedia
 

Atak U-47 na bazę Scapa Flow

TAKTYKA
Dnia 14 października 1939 r., w półtora miesiąca po wybuchu drugiej wojny światowej, niemiecki okręt podwodny "U 47" pod dowództwem kpt. Priena wdarł się do angielskiej bazy Scapa Flow i zatopił w niej okręt liniowy „Royal Oak". Był to jeden z pierwszych sukcesów Niemców w walce z flotą brytyjską, sukces tym poważniejszy, że osiągnięty w "paszczy lwa", tak bowiem nazywano główną angielską bazę morską. O zaatakowaniu okrętów angielskich w Scapa Flow dowództwo niemieckie myślało już w pierwszej wojnie światowej, stały tam bowiem przeważnie duże siły, których częściowe zniszczenie lub uszkodzenie mogło w dużej mierze poprawić nie najlepszą sytuację Niemców na morzu. Zaplanowano wówczas atak dwoma okrętami podwodnymi, jednak w czasie przedzierania się do bazy zostały one wykryte i zatopione przez jednostki angielskie. Pierwszy atak nie powiódł się, ale z przeprowadzenia go dowództwo niemieckie nie zrezygnowało. Gdy tylko wybuchła druga wojna światowa, a nawet być może na długo przed jej rozpoczęciem, przystąpiono do przygotowań nowego, tym razem jak się okazało skutecznego uderzenia. Do przygotowań tych Niemcy przywiązywali dużą wagę, o czym najlepiej świadczy fakt, iż kierował nimi osobiście dowódca floty podwodnej, adm. K. Doenitz. Konieczność starannego przygotowania planowanego ataku wynikała z położenia geograficznego bazy w Scapa Flow, a także z silnej jej obrony, zorganizowanej w okresie pierwszej wojny światowej i w latach międzywojennych. Scapa Flow położona jest na Orkadach. Otaczają ją liczne wysepki, pomiędzy którymi znajdują się dogodne kotwicowiska, umożliwiające postój różnych klas okrętów. Wewnętrzne redy bazy, służące jako kotwicowiska, miały dziewięć wejść, ochranianych licznymi sieciami i bonami, a także dozorowanych przez okręty. Wokół kotwicowisk, na otaczających redę wysepkach, istniała gęsta sieć baterii nadbrzeżnych i przeciwlotniczych i jeszcze gęstsza punktów obserwacyjnych. Ponadto dużą rolę odgrywały zjawiska pływowe, które należało dokładnie zbadać. Przed dowództwem niemieckim stało więc poważne zadanie dokładnego zbadania warunków nawigacyjno-geograficznych i hydrometeorologicznych w rejonie Scapa Flow, systemu obrony podejść do bazy i wejść do niej, a także systemu obrony przebywających w bazie okrętów. Badania te miały na celu wykrycie najsłabiej bronionego, a zarazem najdogodniejszego miejsca do przejścia okrętu podwodnego. Drugim zadaniem dowództwa niemieckiego w okresie przygotowań, nie mniej trudnym, była obserwacja ruchów floty brytyjskiej, jej składu i miejsca przebywania. Chodziło o to, aby atak wykonać w takim dniu, w którym w bazie przebywały największe okręty angielskie. Rozpoznanie w rejonie Scapa Flow przeprowadzały samoloty i okręty podwodne. Być może, że wiele informacji dostarczył także wywiad niemiecki. Pierwsze zadanie wykonano we wrześniu 1939 r. Określono miejsce przejścia okrętu podwodnego oraz ustalono czas dokonania ataku na bezksiężycową noc z 13 na 14 października. Pozostał jeszcze drugi, niemniej skomplikowany problem ustalenie miejsca bazowania okrętów. Był on na tyle trudny, że w celu rozwiązania go dowództwo niemieckie posłużyło się fortelem. Mianowicie, w dniu 8 października wysłało na morze okręt liniowy "Gneisenau", lekki krążownik "Köln" i 9 niszczycieli. Zespół ten obrał kurs ku południowym wybrzeżom Norwegii, podążał w tym kierunku przez cały dzień, a z nastaniem nocy zawrócił, udając się do Kilonii. Manewr zespołu był dobrze przemyślany przez dowództwo niemieckie. Liczyło ono bowiem, że okręty niemieckie wykryte zostaną przez Anglików, a ci natychmiast wyślą swe okręty na morze, przeszukają rejon, wyczerpią paliwo i po wyjaśnieniu sytuacji powrócą prawdopodobnie do Scapa Flow w celu uzupełnienia zapasów. Tak też się stało. Rozpoznanie angielskie doniosło o wykryciu zespołu niemieckiego, a admiralicja fakt ten oceniła jako próbę przedarcia się okrętów przeciwnika na Atlantyk z zamiarem działań korsarskich na liniach komunikacyjnych. Postanowiono przechwycić zespół niemiecki i w tym celu pod wieczór 8 października główne siły floty brytyjskiej opuściły Scapa Flow, udając się w wyznaczone im rejony patrolowania. Podczas gdy angielskie okręty rozpoczynały patrolowanie, zespół niemiecki powracał już do Kilonii, gdzie przybył w nocy z 9 na 10 października. Zawinięcie okrętów niemieckich do bazy nie uszło oczywiście uwadze rozpoznania brytyjskiego. Po otrzymaniu o tym meldunku flota brytyjska 11 października zawinęła do Scapa Flow. Dowództwo niemieckie bacznie obserwowało ruchy floty angielskiej i po ustaleniu wejścia dużych okrętów do Scapa Flow, przystapiło do akcji. "U 47" przebywał już na morzu. Wieczorem 11 października lub też w nocy kpt. Prien powiadomiony został o zaistniałej sytuacji. Szedł w tym czasie kursem na Orkady. Przybył tam w godzinach rannych i na głębokości peryskopowej przejrzał podejścia do cieśniny, którą miał forsować. Następnie zanurzył się na głębokość 90 m, aby nie narazić się na wykrycie. Cały dzień okręt podwodny przebywał na głębokości 90 metrów. Wieczorem o godz. 21.30 wyszedł na powierzchnię i podszedł do brzegu, aby możliwie jak najdokładniej określić swe miejsce i zbadać możliwość przejścia. Wykonanie tego zadania było stosunkowo łatwe, Anglicy bowiem w godz. od 22.00 do 22.30 zapalili wszystkie światła brzegowe. Około północy „U 47" oddalił się nieco od Orkadów, a następnie zanurzył, aby dać załodze odpoczynek przed oczekującą ją akcją. O godz. 17.00 kpt.Prien zarządził przygotowanie okrętu do wejścia do Scapa Flow. Do aparatów torpedowych podano zapasowe torpedy, aby w czasie akcji możliwie szybko je załadować. W wypadku niepowodzenia całej akcji dowódca postanowił zatopić okręt. W tym celu przygotowano na nim ładunki wybuchowe. O godz. 19.15 "U 47" wyszedł na powierzchnię. Noc, podobnie jak i poprzednia, nie była tak ciemna, jak się spodziewano, lecz kpt.Prien nie zrezygnował z akcji. O godz. 23.00 znalazł się już w niedużej odległości od cieśniny. Tu nastąpiła pierwsza niespodzianka. Siedem minut później, o godz. 23.07, przed wejściem do cieśniny, na kursie okrętu podwodnego pojawił się nierozpoznany statek. Mimo jasnej nocy, nie udało go się rozpoznać. "U 47" natychmiast zanurzył się. Po 24 minutach wyszedł na powierzchnię i w nawodnym położeniu rozpoczął forsować cieśninę Holm. Prąd pływowy zwiększał prędkość okrętu. W czasie przejścia orientację i określenie miejsca okrętu ułatwiały słabo widoczne przylądki i na wpół zatopione statki blokujące. Odblaski zorzy polarnej oświecały wewnętrzne redy, ułatwiając przejścia. Na danym etapie przejścia niewątpliwie sprzyjały one marynarzom niemieckim, lecz po sforsowaniu cieśniny i przedostaniu się na otwartą redę mogły utrudnić akcję, oświetlając okręt. Wyboru jednak nie było. Kpt. Prien postanowił dalej forsować przejście. Dość trudnym zadaniem było ominięcie zatopionych statków blokujących. Z nieznanych przyczyn kpt.Prien osłabił w tym czasie uwagę, pozwalając prądowi zdryfować okręt nieco w prawo od obranego kursu. Było to bardzo niebezpieczne, gdyż po kilku chwilach na wprost dziobu spostrzeżono łańcuch kotwiczny zatopionego statku, wchodzący do wody pod kątem 45 stopni. Wydawało się, iż zderzenie jest nieuniknione, jednak kpt.Prien umiejętnie wymanewrował. Okręt lekko dotknął dna, potem rufą otarł się o łańcuch kotwiczny, ale nie zaczepił o niego. O godz.00.27 "U 47" znalazł się na wewnętrznej redzie Scapa Flow. Po wejściu na redę kpt.Prien skierował "U 47" do rejonu postoju dużych okrętów, ogrodzonego z południa i zachodu bonami i sieciami. Na kotwicowisku nie wykryto jednak ani jednego okrętu. "U 47" zmienił więc kurs, pilnie obserwując redę. Po pewnym czasie wykryto sylwetki dwóch dużych jednostek, stojących na kotwicach w północnej części zatoki. W pewnej odległości od nich stało kilka małych okrętów. W pierwszych dwóch okrętach kpt.Prien rozpoznał okręty liniowe "Royal Oak" i "Repulse". W rzeczywistości drugim okrętem nie był "Repulse", lecz transportowiec wodnosamolotów "Pegasus". Odległość od wykrytych jednostek wynosiła około 3600 m. "U 47" obrał kurs wprost na wykryte okręty. Szedł w położeniu nawodnym. Z lewej strony miał otwartą redę, z prawej natomiast w odległości 1500-2000 m znajdował się brzeg. Atak nastąpił o godzinie 00.58. "U 47" odpalił salwę z czterech torped, lecz jedna z nich z nie ustalonych bliżej przyczyn pozostała w aparacie. Natychmiast po wystrzeleniu torped okręt rozpoczął cyrkulację w prawo, a po zakończeniu zwrotu odpalił jeszcze jedną torpedę z aparatu rufowego. Po trzech minutach usłyszano wybuch. Jedna z torped trafiła w cel, którym był "Royal Oak". Bezpośrednio po wystrzeleniu czwartej torpedy kpt. Prien zaczął uciekać. Przypuszczał, iż okręt jego wykryty został z brzegu przez szofera samochodu, który zatrzymał się naprzeciw U-boota, oświetlił go, po czym szybko zawrócił i odjechał. Wszystko to skłoniło Priena do ucieczki. Lecz obawy jego były na razie płonne, Anglicy bowiem nie tylko że nie wykryli okrętu podwodnego, ale nie przypuszczali nawet, iż może się on znajdować w bazie. Postój okrętów w Scapa Flow uważali za całkowicie zabezpieczony przed okrętami podwodnymi i wskutek tego wybuch torpedy przyjęli za wybuch bomby lotniczej. Na okrętach i bateriach ogłoszono alarm przeciwlotniczy, przygotowując się do odparcia "kolejnego" ataku lotniczego. Całą uwagę skoncentrowano w powietrzu, przeciw okrętom podwodnym nie przedsięwzięto natomiast żadnego środka. Zdziwiony takim postępowaniem Anglików kpt. Prien postanowił spróbować jeszcze raz szczęścia i ponownie zaatakować okręty brytyjskie. W ciągu 20 minut załadowano aparaty torpedowe i o godz. 01.22 z odległości 12 kabli "U 47" oddał drugą salwę z trzech lub czterech torped. Po trzech minutach nastąpiły silne wybuchy. W powietrze trysnął słup wody, ognia i odłamków. Cała baza ożyła. Okręty pozapalały reflektory i zaczęły strzelać pociskami świetlnymi. Ze strony Holm Soundu pojawiły się niszczyciele, z których jeden zaczął niebezpiecznie zbliżać się do okrętu podwodnego. Kpt. Prien postanowił teraz uciekać. Dalsze przebywanie w bazie było niecelowe i niebezpieczne. Aparaty torpedowe były puste, a ponowne załadowanie ich zajęłoby dużo czasu. O godz. 01.28 "U 47" na pełnej prędkości skierował się do Kerk Soundu, postanawiając wyjść z bazy tą samą drogą, którą przybył. W pełni mu się to udało. O godz. 02.15 "U 47" był już na pełnym morzu. Tymczasem "Royal Oak", po trafieniu trzema torpedami z drugiej salwy w uszkodzoną już przedtem burtę, zaczął się szybko przechylać, następnie obrócił się i po 13 minutach od chwili wybuchu zatonął, zabierając z sobą 833 osoby spośród załogi liczącej 1234 ludzi.